Kością niezgody jest wyłączanie sygnalizacji świetlnej w godzinach szczytu, co zdaniem lokalnej społeczności stwarza bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia.
Horrory komunikacyjne w godzinach szczytu
Problem dotyczy skrzyżowań ulicy Bieszczadzkiej (DK28) z ulicami lokalnymi. Codziennie, w okolicach godziny 15:00 - czyli w momencie największego natężenia ruchu - sygnalizacja świetlna przełączana jest w tryb światła żółtego migającego.
Dla kierowców próbujących włączyć się do ruchu z dróg podporządkowanych oznacza to dramatyczną walkę o wjazd na DK28. W oficjalnym zażaleniu jeden z mieszkańców opisuje tę sytuację wprost: "Kierowcy, zdesperowani brakiem możliwości wyjazdu, zmuszeni są do wymuszania pierwszeństwa, co regularnie doprowadza do sytuacji kolizyjnych".
Mieszkańcy zwracają uwagę na to, że infrastruktura jest nowoczesna, wyposażona w system wideodetekcji i pętle indukcyjne, a mimo to w newralgicznych momentach staje się bezużyteczna. - Czy w XXI wieku (...) jedynym rozwiązaniem musi być zmuszanie kierowców do wymuszania pierwszeństwa?" - pytają retorycznie mieszkańcy.
Piesi w śmiertelnej pułapce
Jeszcze bardziej dramatyczna jest sytuacja pieszych. Przy wyłączonych światłach przejście przez wielopasmową drogę krajową staje się wyzwaniem, zwłaszcza dla dzieci idących do szkoły oraz osób starszych.
Mieszkańcy opisują dantejskie sceny: "Dziś był duży mróz i stały dzieci na przejściu nie mogące przejść przez jezdnię. W tamtym tygodniu była ogromna mgła utrudniająca widoczność". Dodają też bez ogródek: "W niedalekiej przyszłości tam dojdzie do tragedii".
Policja: Płynność "krajówki" jest priorytetem
Mieszkańcy wystosowali oficjalne pisma do GDDKiA, Urzędu Miasta oraz Policji, wnioskując o przywrócenie trójkolorowego trybu pracy świateł. W pismach przypomniano, że odcinek ten w przeszłości figurował jako tzw. "Czarny Punkt", co jest "jednoznacznym dowodem na to, że odcinek ten jest z natury niebezpieczny".
Odpowiedź Komendy Miejskiej Policji w Krośnie z dnia 28 stycznia br. nie pozostawia jednak złudzeń. Policja argumentuje, że działająca sygnalizacja "swym cyklem zatrzymywała ruch pojazdów na drodze krajowej (...) powodując powstawanie dużych utrudnień oraz zatorów" - napisał p.o. Zastępca Komendanta Miejskiego Policji w Krośnie podinsp. Krzysztof Piskor.
Co najbardziej szokujące dla mieszkańców, Policja w oficjalnym piśmie stwierdza, że włączenie świateł byłoby niebezpieczne. - Policja nie popiera Pana wniosku o przywrócenie poprzedniego trybu sterowania ruchem, gdyż to spowoduje wzrost zagrożenia i pogorszenie stanu bezpieczeństwa w ruchu drogowym na tym odcinku drogi krajowe - przekazał podinsp. Krzysztof Piskor.

Rzeczniczka prasowa Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Rzeszowie poinformowała dzisiaj (4 lutego) naszą redakcję, że ten odcinek drogi, a tym samym sygnalizacje nie są w zarządzie GDDKiA tylko Miasta Krosna. Czekamy również na komentarz w tej sprawie z Urzędu Miasta Krosna.
Mieszkańcy nie składają broni
Argumentacja o "przepustowości" nie przekonuje mieszkańców, którzy w swoim piśmie podkreślają: "bezpieczeństwo uczestników ruchu musi być zawsze priorytetem nad przepustowością drogi".
Zdeterminowani mieszkańcy liczą na nagłośnienie problemu i interwencję mediów, zanim na skrzyżowaniu dojdzie do nieszczęścia.
Dziś (4 lutego) mogliśmy osobiście przyjrzeć się sytuacji na spornym odcinku. Kilkanaście minut obserwacji tuż po przełączeniu świateł w tryb migającego żółtego wystarczyło, by zrozumieć frustrację mieszkańców. W tym krótkim czasie zaobserwowaliśmy dwie niebezpieczne sytuacje. Skręt w lewo z ulic Reymonta i Dmochowskiego w kierunku centrum Krosna to zadanie niemal niewykonalne. Niektórzy kierowcy, zmęczeni bezskutecznym oczekiwaniem, rezygnowali i skręcali w prawo, by po chwili zawrócić - innej opcji po prostu nie było. Wymowna była też scena z autobusem MKS, którego kierowca musiał siłowo wcisnąć się w ruch, żeby w ogóle opuścić ulicę Dmochowskiego.








Komentarze
I na tym skrzyżowaniu powinna pojawić się policja i kierować ruchem.
Dodaj komentarz