Ciśnienie w kołach wpływa na prowadzenie pojazdu, bezpieczeństwo oraz zużycie paliwa. A ponieważ 40% kierowców nie monitoruje poziomu ciśnienia opon, w nowych samochodach obowiązkowo instaluje się czujniki, które odpowiadają za jego kontrolę. Niestety, wiąże się to z kosztownymi wydatkami.
  
System monitorujący ciśnienie w oponach (TPMS) przy każdej samodzielnej wymianie kół letnich na zimowe i odwrotnie domaga się wizyty w serwisie. „Na desce rozdzielczej wyświetli się komunikat o błędzie w systemie, ponieważ koła, które założyliśmy, nie zostaną rozpoznane” – wyjaśnia w wywiadzie z serwisem infoWire.pl Maciej Brzeziński z magazynu „Auto Świat”.

Ponowne zaprogramowanie systemowych czujników w warsztacie niestety kosztuje – od 300 do 350 zł. Co więcej, „w czujnikach znajdują się bateryjki, które są nie tylko podatne na awarie, lecz także w końcu kiedyś się wyczerpują. Koszt nowej to wydatek ok. 200–400 zł. Za komplet trzeba zapłacić ponad 1 000 zł” – mówi ekspert.

Wydatku można unikać, ale nie warto. Jeśli na desce rozdzielczej pojawi się komunikat „System TPMS niedostępny”, to znaczy, że układ nie działa. Jeżeli złapiemy gumę, jest możliwość, że nie zauważymy tego przez wiele kilometrów. A brak powietrza w kole oznacza ryzyko spowodowania wypadku.