Nie udał się drużynie Karpat Krosno rewanż za środową porażkę w Pucharze Polski. W starciu o ligowe punkty ponownie górą był zespół z Ostrowca Świętokrzyskiego i ponownie mecz zakończył się po trzech partiach.
Dzisiejsze spotkanie rozpoczęło się bardzo podobnie jak środowa potyczka o awans do kolejnej rundy Pucharu Polski. Zawodniczki z Ostrowca już we wczesnej fazie seta wypracowały sobie bezpieczną przewagę, która rosła z każdą minutą. Mimo dwóch przerw na życzenie Dominika Stanisławczyka „Karpatki” nie potrafiły znaleźć recepty na bardzo skuteczną grę duetu Ganszczyk-Bawoł i pierwsze starcie zakończyło się wynikiem 25:15.

W drugim secie gra się wyrównała i przez długi czas kibice obserwowali zaciętą walkę punkt za punkt.„Karpatki” poprawiły zagrywkę oraz zdecydowanie skuteczniej radziły sobie na siatce, co przyniosło skutek w postaci pierwszego prowadzenia w meczu 5:6. Ta sztuka udała się zawodniczkom z Krosna jeszcze trzykrotnie, ale w końcówce coraz częściej do głosu zaczęły dochodzić gospodynie. Kiedy set wkraczał w decydującą fazę na tablicy widniał wynik 20:19 i sprawa zwycięstwa była całkowicie otwarta. Jednak jeden skuteczny atak Eweliny Mikołajewskiej przy dwóch błędach własnych zespołu, to zbyt mało, aby wyrwać końcówkę tak doświadczonej drużynie jak KSZO. Ponownie na przerwę w lepszych nastrojach schodziły gospodynie.

Trzeci set rozpoczął się od długiej wymiany, w której stalowymi nerwami popisała się Aneta Duda. Jak się później okazało było, to pierwsze i jedyne prowadzenie Karpat w decydującym starciu. Kolejne akcje, to ponownie rysująca się przewaga podopiecznych Dariusza Parkitnego i po asie serwisowym Natalii Piekarczyk było już 9:4. Obraz gdy nie zmienił się mimo, że szkoleniowiec Karpat dwukrotnie poprosił swoje podopieczne na krótką rozmowę. Przy dziewięciopunktowym prowadzeniu, trener KSZO zdecydował się na potrójną zmianę, co „Karpatki” szybko wykorzystały. Przewaga gospodyń stopniała błyskawicznie i mecz znowu nabrał rumieńców, bo na tablicy pojawił się wynik 19:17. Końcówka ponownie jednak należała do zawodniczek z Ostrowca, głównie dzięki dobrej grze Magdaleny Soter i Małgorzaty Ślęzak.

AZS WSBiP KSZO Ostrowiec Świętokrzyski - PWSZ Karpaty MOSiR KHS Krosno 3:0 (25:15, 25:20, 25:20)

Trudno się dziwić, że Dariusz Parkitny, podsumowując w rozmowie z serwisem khskarpaty-krosno.pl występ swoich podopiecznych w dwumeczu z Karpatami, był bardzo zadowolony z obrotu sytuacji. Ligowe punkty są ważne, ale zwycięstwo w Pucharze Polski również będzie miało swój marketingowy wydźwięk.

"Oba mecze można uznać za dokonane, za dobre i przede wszystkim za zwycięskie. To jest powód do zadowolenia dla wszystkich w klubie. Mecze ligowe są najważniejsze, aczkolwiek mecz pucharowy i dojście do pewnej fazy, powiedźmy ORLEN Ligi, jest – jeśli chodzi o klub, marketing klubu o to, że się pokażemy wyżej – tym o co warto grać, tym, czego każdy by chciał. Trzeba brać to pod uwagę, że chcieliśmy i dopięliśmy celu.

"Liga jest najważniejsza i ten mecz dzisiejszy był również w mocnym zaangażowaniu potraktowany przez nas. Jesteśmy zadowoleni na całej linii. Gramy zawsze, o każdy mecz, chcąc wygrać i robimy wszystko, żeby tak się stało. Celować trzeba i myśleć o następnych meczach za tydzień, tego nie oszukamy. Siatkówka jest taką dyscypliną, gdzie z tygodnia na tydzień trzeba się przygotowywać do następnego meczu. Na pewno mamy braki jeszcze, na pewno mamy nad czym pracować i tak do tego podchodzimy."

Mimo pewnego zwycięstwa szkoleniowiec KSZO docenił klasę oraz waleczność rywala i zwrócił uwagę, że Karpaty grając w optymalnym składzie z pewnością byłyby zdecydowanie groźniejszym przeciwnikiem.

"Mecz był z pewnością dobry i rozegrany na wysokim poziomie i z tego trzeba się cieszyć. Karpaty udowodniły, mimo porażek, że są dobrą drużyną, a gdyby dziś mogła zagrać jedna z kluczowych zawodniczek, która skręciła staw skokowy, to mecz z pewnością byłby bardziej zacięty."

Drużyna Karpat wraca z Ostrowca w nieco gorszych nastrojach, choć mimo porażki nadal utrzymuje się w czołówce tabeli ligowej. Trener Karpat, Dominik Stanisławczyk, komentując przebieg spotkania wskazał, że zagrywka była, elementem, który zdecydował o przebiegu meczu oraz końcowym wyniku. Problemy w przyjęciu sprawiły, że nawiązanie wyrównanej walki z dobrze dysponowanymi zawodniczkami KSZO było tego dnia trudne do zrealizowania.

Niestety drużyna KSZO Ostrowiec po raz drugi okazała się od nas lepsza. Liczyłem, że postawimy rywalowi trudniejsze warunki ale w tym momencie sezonu są mocniejsi. We wczorajszym meczu jeden element był kluczowy – zagrywka. Ostrowczanki sprawiały nam tym elementem olbrzymie trudności, bardzo rzadko przyjmowaliśmy poprawnie, a z taką drużyną, która potrafi w meczu zdobyć 15 punktów blokiem bez bardzo dobrego przyjęcia gra się ciężko. My natomiast albo zagrywaliśmy łatwo albo nie trafialiśmy w boisko.

Joanna Bednarczyk, pełniąca rolę asystenta trenera Karpat, w pomeczowym komentarzu zwróciła uwagę na dużą liczbę błędów własnych, które w spotkaniu z tak mocnym rywalem, znacznie ograniczają szanse na osiągnięcie dobrego wyniku.

"Bardzo dobra zagrywka przeciwnika skutecznie odrzuciła nas od siatki, mieliśmy problem z dobrym przyjęciem. W drugim secie nawiązaliśmy wyrównaną walkę, lecz ponownie końcówka nie należała do nas. Trzeci set to znaczna przewaga KSZO, dopiero w drugiej części zaczęliśmy odrabiać straty, ale niestety było już za późno, aby dojść przeciwnika. Popełniliśmy zdecydowanie za dużo błędów własnych, którymi oddaliśmy punkty przeciwnikowi."

Słowa Barbary Mikosz, przyjmującej krośnieńskiego zespołu, są jedynie potwierdzeniem, że oddawanie punktów przeciwnikowi, w sytuacji, kiedy samemu trzeba włożyć masę zaangażowania w każdą wygraną akcję, stawia drużynę w bardzo trudnym położeniu. Szczególnie jeśli po przeciwnej stronie siatki ma się niepokonaną w tym sezonie drużynę.

"Mecz był ciężki, ale walka była do ostatniej piłki. Dziewczyny z Ostrowca grały bardzo dobrze, szczególnie w obronie, dlatego każdy punkt trzeba było im wydrzeć. Pokazały dlaczego są liderem grupy."