29 marca 2014 roku bez wątpienia zapisze się złotymi zgłoskami w historii krośnieńskiej siatkówki oraz krośnieńskiego sportu. Pierwszoligowa drużyna Karpat Krosno, po kolejnym, niezwykle zaciętym pojedynku, pokonała lokalnego rywala i zapewniła sobie miejsce w finale.
Zwycięstwo nad Developresem Rzeszów jest o tyle istotne, że otwiera przed podopiecznym Dominika Stanisławczyka dwie dodatkowe szanse na awans do ORLEN Ligi. Jeśli ktoś do tej pory sądził, że siatkarska ekstraklasa w Krośnie jest jedynie wytworem wyobraźni grupy ludzi, którzy oddali tej dyscyplinie całe swoje serce, to najwyższy czas zrewidować te poglądy. Przebieg rundy zasadniczej oraz półfinałowa rywalizacja z rzeszowską drużyną jest wystarczającym dowodem na to, że Karpatki są gotowe, aby walczyć z najlepszymi w Polsce.

Dzisiejsze spotkanie w niczym nie odbiegało od rywalizacji, którą mogliśmy śledzić w poprzednich potyczkach. W mecz lepiej weszły krośnieńskie zawodniczki, które długo utrzymywały przewagę wahającą się pomiędzy dwoma, a trzema punktami. Kiedy po nieudanej zagrywce Adrianny Szady było już 15:21, wydawało się, że dokończenie pierwszej partii jest jedynie formalnością, podopieczne Marcina Wojtowicza rzuciły się w szaleńczą pogoń. Przewaga Karpatek topniała w zastraszającym tempie, a blok Developresu wydawał się nie do przejścia. Niezwykle zaciętą końcówkę na przewagi wygrały krośnieńskie zawodniczki, jednak warto dodać, że chwilę wcześniej przed podobną szansą stały rzeszowianki.

Drugi set, podobnie jak całą półfinałowa seria, obfitował w niezwykłe zwroty akcji. Ponownie lepiej rozpoczęły Karpatki, ale Developres szybko odrobił straty, a chwilę później wysunął się na trzypunktowe prowadzenie. Kiedy set wchodził w decydującą fazę na tablicy wyników pojawił się remis 18:18. Ostatnie piłki tego starcia należały już do gospodyń, które tym samym wyrównały stan meczu.



Otwarcie w kolejnej partii również należało do Karpat, jednak w kolejnych minutach do głosu ponownie doszły podopieczne Marcina Wojtowicza, wypracowując nieznaczną przewagę. Po okresie dobrej gry rzeszowskiego zespołu przyszło małe załamanie, które Karpatki szybko wykorzystały wychodząc na prowadzenie 21:22, mimo, że kilka minut wcześniej przegrywały już 18:12. Kolejne minuty nie przynosiły rozstrzygnięcia, choć oba zespoły miały piłkę setową nad siatką. Ostatecznie więcej zimnej krwi zachowały zawodniczki rzeszowskiego zespołu i wychodząc na prowadzenie 2:1, od finału dzielił je tylko jeden set.

Tradycyjnie już w tym spotkaniu otwarcie należało do podopiecznych Dominika Stanisławczyka. Rzeszów próbował gonić, ale przewaga krośnieńskiego zespołu zamiast topnieć ciągle się powiększała. Karpatki w pewnym momencie prowadziły już 11:17, ale podobnie jak rywalki kilkanaście minut wcześniej, roztrwoniły całą przewagę doprowadzając do nerwowej końcówki. Po okresie dobrej gry zawodniczek Developresu kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie przejęły krośnieńskie zawodniczki i od stanu 22:20 nie pozwoliły rywalkom zdobyć już żadnego punktu, dopisując jednocześnie do swojego wyniku pięć oczek.

Po pięciu spotkaniach i dwudziestu jeden rozegranych i ich trakcie setach, o awansie miała zdecydować pojedyncza partia. Od pierwszej piłki ostro do ataku ruszyły Karpatki, co pozwoli im, jeszcze przed zmianą stron, wypracować znaczącą przewagę (4:8). W kolejnych minutach obraz gry oraz przewaga Karpat nie ulegały zmianie i kiedy na tablicy wyników pojawił się wynik 9:14 chyba już nikt nie miał wątpliwości, kto zagra w finale. Pierwszą piłkę meczową udało się rzeszowiankom obronić, jednak już w kolejnej akcji Paula Słonecka mocnym atakiem postawiła kropkę nad "i". Krośnieński zespół na długie sekundy zatracił się w szalonym tańcu radości…

Developres Rzeszów – PWSZ Karpaty MOSiR KHS Krosno 2:3 (26:28, 25:21, 29:27, 22:25, 10:15)

W krótkim komentarzu dla serwisu khskarpaty-krosno.pl Dominik Stanisławczyk pochwalił swoje podopieczne za niezwykła ambicję i wolę walki, którą zaprezentowały nie tylko dzisiaj, ale we wszystkich półfinałowych spotkaniach. Trener nie krył przy tym, że w poczynaniach obu zespołów wkradło się wiele nerwowości i błędów.

siatkówka Karpaty Krosno

"Wielkie brawa dla dziewczyn, po raz kolejny pokazały, że są niesamowicie ambitne i waleczne. Mecz, tak jak poprzednie, był bardzo nerwowy, z dużą ilością błędów. Tym razem szczęście było po naszej stronie i wygraliśmy to bardzo emocjonujące i wyrównane debry.

W wypowiedzi dla serwisu internetowego Developresu Rzeszów, szkoleniowiec Karpat nieco szerzej poruszył wątek błędów, popełnianych przez zawodniczki obu zespołów i zaznaczył, że w rundzie zasadniczej było ich znacznie mniej. Tym samym potwierdził, że play-offy mają swoją specyfikę i wyniki spotkań regularnego sezonu nie mają tu bezpośredniego przełożenia. To niezwykle dobry prognostyk przed finałowym starciem z drużyną z Ostrowca.
"Poza pierwszym spotkaniem wszystkie mecze były bardzo wyrównane. To świadczy o klasie zespołów. Myślę, że w decydujących momentach mieliśmy trochę więcej szczęścia i chłodnej głowy. Rzeszowianki, choć grały u siebie, to nie były zdecydowanymi faworytkami. Trochę zgłupiały w tie-breaku. Mogę się tylko z tego powodu cieszyć i pogratulować swoim zawodniczkom."

"Losy tej rywalizacji odwracały się praktycznie co każdą piłkę, co ustawienie. Ktoś zagrał dobrze zagrywką i punkty były tracone, bądź zdobywane seriami. Ten półfinał to była taka gra błędów. Jak na swój poziom popełnialiśmy ich dużo. W rundzie zasadniczej, kiedy złapaliśmy formę było ich zdecydowanie mniej. Teraz jednak pozwólmy się cieszyć z awansu.

Pełniąca rolę asystenta trenera Joanna Bednarczyk, analizując grę obu zespołów zwróciła uwagę, że sobotnie spotkanie stało na wysokim poziomie. Ostatecznie nieco więcej atutów po swojej stronie miały krośnieńskie zawodniczki i to one cieszą się z awansu.

"Dziewczyny zrobiły coś wspaniałego, pokazały charakter po wtorkowej porażce w Krośnie, podniosły się i po niesamowitej walce pokonały Rzeszów. W tym meczu niemal każdy element funkcjonował poprawnie. Były momenty przestojów, w których traciliśmy punkty seriami, ale nasz blok i niesamowite obrony rehabilitowały chwilowe niedoskonałości. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie, po obu stronach siatki było widać walkę i zaangażowanie, ale to my cieszymy się z awansu do finału. Podziękowania należą się również wiernym kibicom, którzy tak wspaniale dopingowali."

Aneta Duda, która po przegranym spotkaniu w Krośnie, długo nie mogła pogodzić się z porażką, przyznała, że zwycięstwo w półfinałowej rywalizacji udowodniło, że krośnieński zespół stać na grę w najlepszej klasie rozgrywkowej. Zawodniczka podziękowała również krośnieńskim kibicom za ogromne wsparcie, jakie zespół otrzymał w trakcie półfinałowej rywalizacji.

"Jesteśmy bardzo szczęśliwe, udowodniłyśmy wszystkim i sobie, że jesteśmy zespołem, który jest w stanie walczyć o najwyższe cele. Dziękujemy naszym kibicom, którzy w tak licznym gronie kibicowali nam z całego serca. Dziękujemy!"

siatkówka Karpaty Krosno

Paulina Czekajska, która na przestrzeni wszystkich spotkań, swoimi niesamowitymi obronami odbierała rywalkom chęci do ataku, podkreśliła, że nie może uwierzyć w to, co się stało w Rzeszowie.

"Nie mogę uwierzyć dalej w to zwycięstwo. Nie ukrywam ze jechałyśmy do Rzeszowa z nastawieniem na ciężki mecz i taki był. Na gorąco jest mi ciężko cokolwiek powiedzieć. Dziękuję przede wszystkim kibicom za to, że, jak zawsze, nas nie zawiedli i oczywiście dziewczynom, za walkę o każdy punkt. Nie myślałam, że już w pierwszym sezonie spełni się jedno z moich małych marzeń. Teraz pora na następne…"

Również Paulę Słonecką możemy zaliczyć do grona małych "niedowiarków". Zawodniczka mimo radości z wygranej nie zapomina, że kolejne, jeszcze trudniejsze zadanie, czeka zespół już za kilka dni.

"Jestem ogromnie szczęśliwa że udało nam się wygrać. Przyznam się, że sama w pełni nie wierzyłam, że zdołamy wygrać z Rzeszowem ‚na ich terenie’, co nie zmienia faktu, że bardzo bardzo zależało mi na wygranej. Myślę że pokazałyśmy, że walka do samego końca i ambicja popłaca. Mecz był bardzo zacięty od samego początku do końca. Myślę że zachowałyśmy więcej tak zwanej zimnej krwi w ostatnim, decydującym secie i to pozwoliło cieszyć się ze zwycięstwa. Chciałabym również ogromnie podziękować kibicom za doping i wiarę w nas. To naprawdę bardzo pomaga. Teraz pozostaje nam dobrze przygotować się do meczy z Ostrowcem które zagramy już w najbliższy weekend."

Na te jedną noc Krosno nie jest miastem szkła, a stało się miastem siatkówki. Jeśli przyjdą kolejne wyniki, a są poważne podstawy, aby tak sądzić, to niewykluczone, że klucze do bram miasta na stałe przejdą w ręce siatkarek. Żeby tak się stało potrzebne są jednak intensywne działania nie tylko osób związanych bezpośrednio z siatkówka, ale również czuwających krośnieńskim sportem jako całością. Choć awans do ORLEN Ligi nadal jest kwestią otwartą, to już dziś trzeba poczynić pewne starania, aby „na wypadek” promocji do ekstraklasy, krośnieńska ekipa mogła rywalizować z rywalami zarówno na szczeblu sportowym, organizacyjnym jak i finansowym.

Na Karpatki, które już pod osłoną nocy powróciły do Krosna, pod halą MOSiRu czekała spora grupa kibiców, która zgotowała zawodniczkom gorące powitanie. Były wzajemne podziękowania, głośne śpiewy oraz życzenia. Pozostaje mieć nadzieje, że jest do dopiero początek wspaniałej podróży, w którą Karpatki porwą ze sobą całe miasto, spragnione sukcesów i rywalizacji sportowej na najwyższym poziomie.