- Wszyscy chcemy i celujemy w to, żeby drużyna Wilków Krosno startowała w perspektywie najbliższych dwóch, trzech lat ligę wyżej - mówi prezes krośnieńskiego klubu Grzegorz Leśniak. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z prezesem Wilków Krosno.

O co Wilki będą walczyć w 2020 roku?

To się okaże tak naprawdę dopiero końcem listopada i początkiem grudnia. Będziemy znać odpowiedzi od największych sponsorów, z którymi rozmawiamy. Poznamy siłę drugiej ligi, składy innych zespołów, potencjały klubów, także finansowe. Dopiero w grudniu wyjaśni się o co pojedziemy w nowym sezonie. Teraz mogę zadeklarować, że pojedziemy o lepszy wynik niż w tym roku. Kibice zapewne powiedzą, że to zbyt mała deklaracja, bo chcieliby od razu czegoś wielkiego, ale my twardo stąpamy po ziemi. Chcielibyśmy zająć co najmniej trzecie miejsce. Na razie za wcześnie cokolwiek mówić, bo nie wiadomo co będzie z klubem z Poznania po wstrząsie barażowym. Zarząd opolskiego klubu od kilku lat ogłaszał awans, ale nie udało się im tego celu zrealizować, więc nie wiadomo czy nadal chcą szturmować pierwszą ligę, czy jakieś większe przemyślenia będą miały miejsce w Opolu. Nie wiadomo też czy do rozgrywek przystąpi zespół z Rzeszowa. Przypuszczam, że to się wyjaśni dopiero w listopadzie w okresie licencyjnym. Przypomnę, że od 1 do 14 listopada trwa podpisywanie kontraktów, a od 15 do 30 listopada to okres licencyjny dla klubów pierwszej i drugiej ligi, bo ekstraliga rządzi się swoimi prawami. W listopadzie wyjaśni się o co pojedziemy w przyszłym roku. Chcemy jechać o lepszy wynik. Tak budujemy krośnieński żużel, żeby to były naczynia również połączone wespół z miastem i inwestycją, którą prezydenci Krosna zapowiedzieli i chcą ją zrealizować, czyli rozbudować stadion. Mieliśmy w tym roku komplety publiczności na trybunach i wielokrotnie zdarzało się, że brakowało miejsc siedzących. Na stadionie jest 2300 miejsc siedzących. To było za mało. Mieliśmy takie przypadki, że matki z dziećmi podchodziły pod budynek klubowy w trakcie meczów do ochrony i pokazywały bilet, a nie miały gdzie usiąść. Byłem proszony do tych kibiców i powiem szczerze, że nie było za bardzo co odpowiedzieć na to, oprócz tego, żeby rozejrzeli się i poszukali miejsca. Aż prosi się, żeby powstała trybuna na pierwszym wirażu. Jest zaprojektowana, trwają ostatnie ustalenia i do końca tego roku mają być podpisane wszelkie dokumenty na mocy których w 2020 roku ma ruszyć budowa trybuny i masztów oświetleniowych wokół toru i parku maszyn. Oświetlenie jest niezbędne do tego, żeby spełnić warunki pierwszoligowe. Wszyscy chcemy i celujemy w to, żeby drużyna Wilków Krosno startowała w perspektywie najbliższych dwóch, trzech lat ligę wyżej. Krośnieńska drużyna może śmiało o to powalczyć. Ekstraliga jest czymś zbyt odległym i mało realnym dla 47-tysięcznego miasta, ale wciąż pozostaje w długofalowym planie. Życie przynosi przeróżne scenariusze i nie wiadomo jaki będzie układ sił żużlowych za kilka lat w naszym kraju. Pierwsza liga jest osiągalna. Nie jest sztuką awansować i nie utrzymać się lub awansować i nie mieć stadionu przystosowanego do wymogów pierwszej ligi.

Rozmowa z Grzegorzem Leśniakiem

Budowa nowego wizerunku krośnieńskiego żużla w pełni się powiodła. Biliście rekordy frekwencji na każdym meczu

Zapełniliśmy stadion. Pamiętam jak w latach dziewięćdziesiątych chodziłem na mecze i szczególnie utkwił mi w pamięci Laszlo Bodi, to w tym roku wracały trochę takie wspomnienia, bo wtedy też ciężko było znaleźć miejsce. Nie było wprawdzie nowej, odkrytej trybuny, ale na wałach wokół toru wszędzie stali ludzie. Podobnie było i w tym roku. Cieszy szczególnie to, że była to stała średnia wysoka frekwencja. To nie był jeden czy dwa mecze, ale na każdych zawodach ligowych stadion był wypełniony. Największą frekwencję mieliśmy na ostatnim meczu półfinałowym z Polonią Bydgoszcz - ponad 4 tysiące osób. Druga pod względem frekwencji była inauguracja z Wandą Kraków - 4 tysiące kibiców. Na pozostałych meczach nieco poniżej - 3700, 3800 i 3900. To była stała, regularna frekwencja. Gdyby ktoś przeglądał zdjęcia, to trochę dziwnie wyglądał czerwcowy mecz z PSŻ Poznań, ponieważ nowa odkryta trybuna była tylko w połowie wypełniona, ale wtedy było 37 stopni w cieniu i na innych zdjęciach widać coś - czego nie było na żadnym innym meczu - pękały w szwach wały od strony rzeki. Ludzie stali w cieniu, pod drzewami. Na trybunie krytej był nadkomplet publiczności. To był taki jeden mecz w ekstremalnych warunkach pogodowych. Zapełniliśmy stadion, cel sportowy i organizacyjny został zrealizowany. Kosztował mnóstwo pracy i wysiłku. Nie spodziewałem się, że aż tak dużego. Gdy zabraliśmy się za żużel, to chcieliśmy robić to na jak najwyższym poziomie. Nasi sponsorzy i partnerzy to doceniają. Myślę, że kibice także. Nie były to tylko same mecze, ale otoczka okołomeczowa - strefy dziecięce, sześć punktów gastronomicznych, inne różne atrakcje jak maskotka, konkursy. Chcieliśmy, żeby dzień meczowy był z prawdziwego zdarzenia. Są różne pomysły na nowy rok. Pewne niespodzianki mogą pojawić się podczas prezentacji, ale na razie za wcześnie by o tym mówić, co jest w sferze planów.
Intensywnie pracujemy nad budową drużyny. Chodzi o poprawę formacji krajowej. Naszym życzeniem jest mieć lepszy skład krajowy. Uważam, że w tym roku formacja krajowa była dobra, ale zawodnicy nie wykorzystali swojego potencjału. Chcemy to poprawić. Rynek transferowy jest bardzo trudny. Trzy, cztery lata temu było dużo łatwiej zebrać zawodników gwarantujących wyższy poziom. Teraz wielu żużlowców zakończyło kariery. Ci co są, bardzo się cenią. Podniósł się poziom. Wielu zawodników, którzy jeszcze w 2018 roku śmiało jeździli w drugoligowych zespołach, w tym sezonie nie przystąpiło do rozgrywek. Jest takich zawodników kilkunastu, jak chociażby Mikołaj Curyło, Damian Adamczak, Mariusz Fierlej, Marcin Rempała, dla których zabrakło miejsc w kadrach drużyn drugoligowych ze względu na to, że ten poziom rozgrywek był bardzo mocny. W nowym sezonie druga liga słabsza nie będzie, a może nawet mocniejsza w przyszłym roku.

Wielką niewiadomą jest ilość drużyn w II lidze

To prawda. Zanosi się na to, że będzie to minimum pięć zespołów. Jeżeli przystąpi Rzeszów to będzie sześć, a jeżeli niemiecki Wittstock - bo są takie plany - to będzie siedem. Rozmawiałem przed kilkoma dniami telefonicznie z przewodniczącym GKSŻ Piotrem Szymańskim. Powiedział mi, że jeżeli będzie pięć drużyn, to zostanie podwojona runda finałowa, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Wówczas nie byłoby już play-offów, półfinałów i finału, a jechalibyśmy każdy z każdym rundę zasadniczą, co daje cztery mecze u siebie i cztery na wyjeździe. Przed sezonem kluby musiałyby podjąć decyzję czy chcą, żeby pięć drużyn uczestniczyło w fazie finałowej, czy odcinamy zespół z piątego miejsca i pierwsza „czwórka” jedzie każdy z każdym jeszcze raz. Bez względu na scenariusz, będzie to dobra ilość meczów - czternaście lub szesnaście spotkań. Jest to optymalna ilość dla drugiej ligi, bo więcej niż szesnaście meczów, to za dużo do wytrzymania budżetowego na dobrym poziomie. Jeżeli będzie pięć, sześć lub siedem zespołów, to zostanie powtórzony scenariusz tegoroczny rozgrywek. Nie ma zagrożenia, że będą to - jak się słyszy - kadłubowe rozgrywki. Może drużyn nie będzie dużo, ale zostanie podwojona ilość meczów.
W Krośnie jest głód na dobry żużel. Widzieliśmy to w tym roku. Chcemy wprowadzić karnety przypisane do danego krzesełka. Taki kibic bez obaw idzie na mecz i nie musi przychodzić równo z otwarciem bram stadionu, żeby trzymać miejsce na trybunie.

Zainteresowanie żużlem w Krośnie jest ogromne. Oczekiwanie na sukces jest jeszcze większe. Czujecie jako klub presję kibiców?

Wymyśliliśmy przed minionym sezonem hasło - apetyt na żużel i był to strzał w dziesiątkę. W minionych latach drużyna z Krosna nie osiągała dobrych wyników i ludzie są zmęczeni oglądaniem samej jazdy. Chcą, żeby zespół wygrywał, prezentował się dobrze wizualnie. Mówiło się o zmierzchu i wręcz krachu tej dyscypliny w Polsce. Obecnie żużel jest na topie. Olbrzymie pieniądze w ekstralidze, transmisje telewizyjne, kontrakty podpisane na kolejne lata. Wcale nie widać zmierzchu żużla w naszym kraju. Inne dyscypliny przeżywają regres. Brakuje na przykład gwiazd w polskiej ekstraklasie siatkarzy i już to inaczej wygląda. Żużel obronił się i ma w sobie magię jako sport rodzinny. Są regiony, gdzie jest bardzo popularny. Nie spodziewałem się, że sprzedamy tak dużo gadżetów klubowych. Myślałem, że musi upłynąć sporo czasu od działania poprzedniego klubu, że nowe logo, nowe barwy będą potrzebowały trochę czasu. Wręcz przeciwnie - przed każdym meczem były dodatkowe zamówienia. Wprowadziliśmy dwa fanshopy na stadionie z gadżetami. Musieliśmy uzupełniać na bieżąco przez cały sezon. Dla mnie hitem był ostatni mecz z Polonią Bydgoszcz, gdy nie zrobiliśmy dodatkowych zakupów, bo myśleliśmy, że jeżeli ktoś chciał, to już kupił wcześniej w sezonie. Było natomiast mnóstwo pytań o koszulki. To nas bardzo cieszy. Pierwszy objaw dużego zainteresowania był podczas grudniowej prezentacji drużyny. Tydzień przed prezentacją zabrakło darmowych zaproszeń, po które trzeba było pofatygować się do Regionalnego Centrum Kultur Pogranicza w Krośnie. Ponad 700 miejsc na widowni zostało wypełnionych. Do dzisiaj pamiętam słowa dyrektorki RCKP, że na kulturę nie chcą tak tłumnie przychodzić.

Rozmowa z Grzegorzem Leśniakiem

Powiedziałeś, że cel sportowy i organizacyjny został w tym roku spełniony. Czwarte miejsce w pełni Cię satysfakcjonuje? Do play- offów awansowaliście rzutem na taśmę...

Oczywiście jest pewien niedosyt, bo zawodników stać było na lepszy rezultat w tym roku. Wszyscy oni wiedzą, że pojechali poniżej oczekiwań. Można na nasz awans do półfinału spojrzeć różnie. Ktoś powie, że szczęśliwie rzutem na taśmę, że musimy dużo zawdzięczać Kolejarzowi Rawicz, bo wygrał z Polonią Piła. Popatrzmy też z drugiej strony - gdybyśmy nie stracili Patryka Rolnickiego w pierwszej części sezonu, to śmiem twierdzić, że w play-off bylibyśmy wcześniej, bo meczów wygralibyśmy więcej, pokusilibyśmy się o lepsze rezultaty. Później była już taka sytuacja, że pogodziliśmy się z tym, że kończymy sezon w lipcu. Osobiście typowałem, że Polonia Piła wygra w Rawiczu nawet tym niepewnym swoim składem. Zmobilizowaliśmy się na mecz z Polonią Bydgoszcz. Była to wisienka na torcie, jeżeli chodzi o organizację i frekwencję. Szkoda, że przegraliśmy. Liczyłem na kilkupunktową wygraną. Byłoby to coś wspaniałego - wygrać na koniec sezonu u siebie z Polonią Bydgoszcz. Nie łudźmy się, bo zdecydowanym faworytem była drużyna z Bydgoszczy, z olbrzymią miejską dotacją, z wielkimi planami odbudowy. To klub, który kilkanaście razy zorganizował zawody Grand Prix. Wielkie nazwiska wokół - Zbigniew Boniek i Tomasz Gollob. Jednym słowem wielkie tradycje i gdzie tam niespełna pięćdziesięciotysięczne Krosno w konfrontacji z legendarnym klubem.

Przegraliście wszystkie cztery mecze w Polonią Bydgoszcz w tym sezonie - dwa w części zasadniczej i obydwa spotkania półfinałowe

Wyjątkowo nam nie „leżała” ta drużyna. Natomiast emocji w końcówkach meczów nie brakowało na naszym torze, co bardzo podobało się publiczności.

Zawodnicy krajowi pojechali poniżej swoich możliwości. Kibice byli rozczarowani. Będziecie chcieli wzmocnić formację krajową?

Czujemy zawód. Więcej spodziewaliśmy się po formacji krajowej. Wydawało nam się, że Edward Mazur po nie najlepszym sezonie w Rzeszowie, gdzie klub miał różne problemy, to przy regularnych wypłatach osiągnie lepsze rezultaty. Lars Skupień miał fantastyczną końcówkę sezonu 2018 w barwach RKM Rybnik. Był jedną z głównych postaci meczów barażowych o ekstraligę z drużyną z Lublina. Wydawał się nam bardzo mocny. Natomiast Paweł Hlib sam się zgłosił. To był kontrakt z inicjatywy zawodnika. Zgłosił się późno, powiedział, że przepracuje okres przygotowawczy, że zrzuci kilogramy. Nie spełnił pokładanych w nim nadziei.
Na niedawnym zebraniu prezesów klubów I i II ligi w Gdańsku zapadła decyzja, że drużyny będą mogły podpisać na następny sezon kontrakty tylko z dziesięcioma seniorami, biorąc pod uwagę zawodników krajowych i zagranicznych. Trochę inna reguła niż w meczu ligowym, bo junior zagraniczny może startować tylko pod seniorską pozycją. Powiem szczerze - praktycznie oznacza to zakończenie kolejnych karier części zawodników, którzy liczyli tylko na podpis i rolę oczekującego lub kontrakt miał tylko pełnić rolę przepustki do startów zagranicznych. Teraz kluby na takie kontrakty się nie zdecydują, bo jest okrojona liczba dziesięciu zawodników. Wbrew pozorom to nie jest mało, bo w lidze musi pojechać dwóch krajowych seniorów, a każdy klub będzie chciał mieć nie dwóch, a co najmniej trzech, a pasuje mieć czterech. Zostaje sześć miejsc dla zagranicznych zawodników. W naszym przypadku ważną umowę ma Nick Skorja, który będzie seniorem i już mamy jedno miejsce zajęte. Pozostali to dwaj Rosjanie i David Pacalaj, ale to są jeszcze juniorzy. Dla Josha Pickeringa przeznaczone jest jedno miejsce w tej „dziesiątce”. Nie ma rozdawnictwa, ale przemyślana strategia jak zbudować drużynę i mieć w niej najmocniejszych zawodników. Głosowałem przeciwko, bo uważam, że jeżeli klub chce zakontraktować większą liczbę zawodników, to dlaczego mu tego zabraniać administracyjnie. Zostałem przegłosowany. Być może dojdzie do zmiany, że nie dziesięciu, a dwunastu. To już byłoby lepiej.
Zanosi się na bardzo trudny okres transferowy, bo zawodnicy mają bardzo wysokie żądania.

Rozmowa z Grzegorzem Leśniakiem

Oprócz tych zawodników, którzy mają z Wilkami ważne dwu- i trzyletnie kontrakty jak Josh Pickering, David Pacalaj, Witalij Kotlar i Jewgienij Sajdulin, kto ze składu kadry 2019 może zostać na nowy sezon w Krośnie?

Chciałbym, żeby został z nami Andriej Karpow. Decyzja należy do zawodnika. Ponoć ma propozycje z innych klubów. U nas wie na co może liczyć. Na razie miejsce czeka na niego, ale musi też jak najszybciej podejmować decyzję, bo może się okazać później, że tego miejsca już nie będzie. To był najrówniej jeżdżący zawodnik. Nie mamy do niego pretensji za tegoroczne występy. Liczyliśmy może na odrobinę więcej, ale generalnie nie zawiódł. Miał tylko jeden słabszy występ na torze w Pile, gdzie zdobył 7 punktów. Wniosek z tego taki, że dobry zawodnik to taki, który regularnie zdobywa punkty. Sztuką jest mieć takich zawodników, bo jeżeli są wahania formy, to nigdy nie wiadomo czy można na takiego zawodnika liczyć czy nie.

Czy macie uregulowane wszystkie sprawy finansowe za sezon 2019?

Wydaliśmy niedawno komunikat. Jesteśmy rozliczeni ze wszystkimi zawodnikami, zarówno z umów PZM-otowych jak i kontraktów marketingowych. Wszyscy zawodnicy są rozliczeni co do złotówki. Priorytetem w naszych działaniach było zyskać wiarygodność. Środowisko żużlowe jest małe i taka informacja szybko się roznosi po kraju. Wszystkie inne zobowiązania regulujemy na bieżąco wobec innych kontrahentów. Kosztowało nas to mnóstwo wyrzeczeń i energii, kosztem zdrowia i rodziny. Nie byłem jeszcze na jakimkolwiek wypoczynku od lipca ubiegłego roku. Bardzo bym chciał, ale jest szansa dopiero po okresie transferowym, bo teraz nie sposób wyłączyć telefon na dwa dni. Myślę, że w Krośnie było oczekiwanie na coś nowego. Formuła poprzedniego klubu się wyczerpała. Uważam, że jeżeli coś się robi, to należy poświęcić się temu w stu procentach. Dla mnie prowadzenie klubu żużlowego jest jedynym zajęciem, a nie pracą po godzinach. Inaczej nie uda się zorganizować klubu na dobrym poziomie. Eldorada wcale nie ma, bo to jest trudny region, ale próbujemy docierać każdego dnia, szukać nowych partnerów, wszystko po to, żeby budować coraz mocniejszy klub. Cała otoczka jest dobra. Kwintesencją będzie upragniony, gdzieś w perspektywie dwóch, trzech lat awans do pierwszej ligi. Aż prosi się, żeby stanęła nowa trybuna i tym samym poczuć dobry poziom sportowy widowiska.

Byłeś cenionym dziennikarzem radiowym. Jak się odnalazłeś w nowej roli prezesa klubu? Przecież to zupełnie coś innego, dwa różne światy

Pochodzę z Krosna, z którego siedemnaście lat temu wyjechałem na studia do Rzeszowa i tam zostałem. Czternaście lat pracowałem w Polskim Radiu Rzeszów. Przez kilka lat byłem kierownikiem redakcji sportowej. Ostatnie trzy lata przed żużlem w Krośnie, byłem rzecznikiem prasowym Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. Był to dla mnie olbrzymi skok jeżeli chodzi o rozwój zawodowy, bo odpowiadałem za poszukiwania sponsorów, raporty dla sponsorów, duże przedsięwzięcia międzynarodowe. Dużo się nauczyłem w kwestiach organizacyjno - marketingowych. Wdrażam wiele pomysłów i nadal krok po kroku chcę to realizować. A jak się odnalazłem? Jedna rzecz mnie tylko zaskoczyła na minus, że poszczególne rzeczy zależą od wielu osób. Proces działania jest bardzo długi. Żużel to sport na świeżym powietrzu, bardzo mocno uzależniony od warunków atmosferycznych. Tylko raz byliśmy zmuszeni do odwołania meczu z Kolejarzem Opole, który nie do końca prawidłowo się zachował. Prosiliśmy przez kilka dni o przełożenie tego spotkania, bo prognozy wskazywały jednoznacznie, że będą opady deszczu. Członek zarządu klubu z Opola przeprosił, powiedział, że to była nieprzemyślana z ich strony decyzja. Straciliśmy ponad 20 tysięcy złotych. Tyle kosztował nas odwołany mecz. To jest dużo dla klubu. W ekstralidze i w pierwszej lidze to nie jest dużo, ale w drugiej lidze to naprawdę bardzo dużo. Pieniądze zostały wyrzucone w błoto. Za tą kwotę byłyby dwa znakomitej klasy motocykle dla szkółki żużlowej. Kupiliśmy jeden od Patryka Rolnickiego. Postanowiliśmy kupować dobry sprzęt, żeby to nie był motocykl przy którym się nieustannie pracuje, rozpada się w rękach i jest złożony z sześciu innych, tylko ma to być motor do jazdy, do szkolenia. Przeszedł przegląd u Stanisława Burzy i nie było z tym motorem najmniejszego problemu.

Macie już pierwszego wychowanka w krótkiej historii Wilków

Cieszy nas to, że po całym roku treningów Kacper Przybylski zdał egzamin. Pojechał znakomicie podczas egzaminu. Chcemy go widzieć jako zawodnika ligowego. Postanowiliśmy, że stawiamy na niego i inwestujemy w tego szesnastolatka. Rynek młodzieżowy bogaty nie jest, żeby nie powiedzieć, że w tym momencie praktycznie nie istnieje. Doszło do takiej sytuacji, że ktokolwiek jest w stanie wsiąść na motor i skręca w lewo, jest młodzieżowcem, to jest na wagę złota. To nie te czasy, gdy juniorzy nie łapali się na rozgrywki młodzieżowe. Mamy zawodnika, który z treningu na trening jedzie coraz lepiej i jego forma rośnie w oczach, to chcemy na niego postawić, żeby był uczestnikiem każdego meczu. Niech się uczy. Na głęboką wodę zostanie rzucony. Chcemy w zimie wyposażyć go w drugi motor i kilka mniejszych podzespołów.

Rozmawiał: Bogdan Hućko

[AKTUALIZACJA]
Odpowiedź na pierwsze pytanie został uzupełniona