Kto mógł dopuścić się tej zbrodni? Do tej pory sprawcy bądź sprawców zabójstwa w miejscowości koło Miejsca Piastowego nie udało się ustalić.
Akta sprawy dotyczące zabójstwa Franciszka R. z 1987 r. znajdują się w archiwum Prokuratury Okręgowej w Krośnie. Za zgodą prokuratury, przypominam tę zbrodnię, o której pisałem kilkanaście lat temu na łamach "Nowego Podkarpacia" na podstawie udostępnionych mi wówczas akt w Prokuraturze Okręgowej w Krośnie.

Mieszkał samotnie

63-letni mężczyzna był kawalerem i od śmierci matki mieszkał sam w drewnianym budynku. Był bardzo ostrożny. Będąc w domu zamykał się od wewnątrz, a osób, których nie znał nie wpuszczał do środka. Miał też zasadę, że po zmroku mogli wejść tylko znajomi. Nie lubił też wyjeżdżać poza Wrocankę. W miejscowości był uważany za tzw. złotą rączkę i nie odmawiał pomocy, jeśli ktoś się o nią zwrócił. 15. każdego miesiąca otrzymywał rentę, którą przynosiła mu listonoszka, przeważnie koło południa. Przed śmiercią zatrudniony był jako dozorca w Przedsiębiorstwie Budownictwa Rolniczego na budowie w Miejscu Piastowym.

Martwy w przedsionku

Do tragedii doszło w nocy z 4 na 5 października 1987 r. Sąsiad, który w poniedziałek rano (5 października) przyszedł odwiedzić Franciszka R. zastał otwarte drzwi wejściowe. Zdziwiło go to bardzo, gdyż wcześniej coś takiego się nie zdarzało. Po chwili zobaczył w przedsionku leżącego i związanego pana Franciszka, który nie dawał oznak życia. O zdarzeniu powiadomiony został Posterunek Milicji Obywatelskiej w Miejscu Piastowym, a później komenda w Krośnie. Lekarz stwierdził zgon. Na miejscu rozpoczęła pracę grupa operacyjno-dochodzeniowa. Franciszek R. miał obrażenia głowy, a ręce i nogi związane były sznurem z tworzywa sztucznego. Milicjanci znaleźli też w przedsionku duży młotek z metalową rękojeścią. Posłużył on prawdopodobnie zabójcy do zadania śmiertelnych ciosów.

"Swój" zabójca?

Drzwi wejściowe do domu nie nosiły żadnych śladów włamania. Na miejscu zbrodni zabezpieczono kilkanaście różnych śladów, w tym ślad obuwia odciśnięty na gliniastym podłożu w przedsionku domu. Nie przyczyniły się one jednak do rozwikłania sprawy.

Z kolei pies tropiący podjął ślad i poprowadził w kierunku drogi polnej na wschód od budynku. Po około 1,5 kilometra doprowadził do drogi głównej: skrzyżowania Wrocanka – Rogi.

Niedzielne imieniny

Prowadzone przesłuchania pozwoliły ustalić, co 63-letni mężczyzna robił kilkadziesiąt godzin wstecz. W sobotę, 3 października, późny popołudniem wraz z kolegą Władysławem poszli do znajomego na świniobicie. Oprócz masarza, były tam również dwie kobiety z Krosna. Po kilku godzinach Franciszek R. wrócił sam do domu. Następnego dnia przyszedł do niego inny znajomy, który pożyczył rower dla swojej córki.

Warto też wspomnieć, że 4 października pan Franciszek obchodził imieniny. W południe przyszedł do niego znajomy Władysław K., a około 15 przyjechała do Franciszka R. jego siostrzenica z mężem. W niedzielne popołudnie przebywał u niego również inny znajomy Stanisław W. Jak wynika z ustaleń śledztwa, od około godziny 18 w niedzielę Franciszek R. był już sam i prawdopodobnie nikt do niego już nie przychodził. Oprócz zabójcy lub zabójców.

mapka sytuacyjna
Fragment policyjnego szkicu sytuacyjnego wykonanego po zabójstwie we Wrocance

Kilkadziesiąt przesłuchanych

W trakcie śledztwa przesłuchano kilkadziesiąt osób, część z nich nawet kilkakrotnie. Sprawdzano sąsiedzkie i towarzyskie kontakty zamordowanego mężczyzny z ostatnich lat oraz stosunki rodzinne. Sprawdzano także alibi osób, które wcześniej były karane za ciężkie przestępstwa.

W sprawie pojawiały się różne wątki. Jeden przypomniał sobie, że Franciszek R. nie skarżył się, że kogoś się boi, to jednak kilka lat wcześniej doszło do bójki między nim a dwoma kobietami, które miały go związać. Zostały za to osądzone, ale po sprawdzeniu wersja zemsty nie potwierdziła się.

W jednej z notatek sporządzonych blisko rok po zabójstwie sugerowano też, że związek z mordem mogła mieć kobieta o imieniu K., znana osobiście Franciszkowi R. oraz mężczyzna związany z tą kobietą.

Tajemniczy fiat 125p

Jeden ze świadków zeznał, że w noc poprzedzającą zabójstwo, około 3 km od domu Franciszka R. widział fiata 125 p w kolorze jasnym na krakowskich numerach rejestracyjnych. Przez moment świadek słyszał rozmowę, jak jeden z mężczyzn miał powiedzieć "jedziemy tam, jak nam nie wyjdzie, to wrócimy tu". Samochód miał odjechać w kierunku drogi głównej Wrocanka - Rogi.

O takim samochodzie na krakowskich numerach mówił też inny świadek, który widział go, jak przejeżdżał przez wieś około godziny 23.30. W Wydziale Komunikacji w Krakowie sprawdzono wszystkie zarejestrowane samochody mogące mieć związek ze sprawą. Ich właściciele stwierdzili, że nie przebywali na początku października we Wrocance.

Ślad obuwia sportowego

Powrócono też do śladu obuwia sportowego zabezpieczonego w przedsionku. Na początku listopada 1987 r. funkcjonariusze w jednym z domów na terenie Wrocanki zauważyli obuwie sportowe, którego podeszwy miały na pierwszy rzut oka taki sam wzór, jak zabezpieczony na miejscu zbrodni. Ich właściciel, ponad 30-letni mężczyzna, który przebywał we Wrocance u najbliższej rodziny, stwierdził, że kupił je dwa lata wcześniej. Zaprzeczył, by był w domu Franciszka R. W nocy z 4 na 5 października spał u babci a o zabójstwie dowiedział się od sąsiada. Buty przekazano do specjalistycznych badań. Nie potwierdziły one w 100 procentach, że to właśnie w nich był ktoś na miejscu zbrodni.

Tajemnicze monety

Franciszek R. był uważany za osobę niezbyt majętną, ale krążyły też opowieści, że może posiadać wartościową kolekcję srebrnych monet. Żył skromnie i chodziły też pogłoski, że może pieniądze odkładać. Jeden ze świadków zeznał, że widział u zamordowanego mieszkańca Wrocanki "garść" srebrnych monet w pudełku po cukierkach landrynkach. Potwierdził to inny świadek, który widział u niego około 50 polskich monet.

Co zginęło z domu?

Ostatecznie przyjęto wersję, że z mieszkania zginęła kolorowa puszka metalowa po landrynkach; około 50 srebrnych monet 200.złotowych prawdopodobnie z lat 1974-77; radioodbiornik z czarną obudową (z przodu podziałka, pokrętła i przyciski, w górnej prawej części pierwszy z lewej przycisk czerwony w kształcie prostokąta, antena oraz uchwyt do noszenia). Miał też zginąć używany zegarek „Delbana” z kopertą metalową białą i białym cyferblatem oraz zegarek damski w podłużnej kopercie z żółtą bransoletą.

W mieszkaniu zabitego pozostały w widocznym miejscu inne przedmioty wartościowe, w tym wiertarka.

Umorzone śledztwo

Decyzję o umorzeniu śledztwa prokuratura podjęła w grudniu 1988 roku, ponad rok po zabójstwie. Uznano, iż zabezpieczone ślady i dowody oraz zeznania nie pozwalają na bliższe typowanie osób mogących mieć związek z zabójstwem, choć śledztwo objęło swym zasięgiem wiele osób. Prawdopodobnie zabójstwa mogła dokonać osoba, którą Franciszek R. znał dlatego wpuścił ją do środka po zmroku.

Sprawdzano także sygnały, które docierały po umorzeniu śledztwa, ale żadnej informacji nie udało się zamienić na materiał dowodowy przeciwko konkretnej osobie.

Udostępnij ten artykuł znajomym: