Do zabójstwa doszło w środku lata w 1993 r. Jednak do tej pory nie udało się ustalić, kto zabił 44-letnią Łucję N. Akta sprawy trafiły do "Archiwum X" do Rzeszowa.
Przypominamy sprawę tajemniczego zabójstwa, do którego doszło 27 lat temu, w środę po południu, 7 lipca 1993 r. Łucja i Jan N. mieszkali w drewnianym budynku mieszkalno-gospodarczym w części Odrzykonia zwanej Górą. Dom był oddalony około 60 metrów od drogi głównej, był otoczony drzewami i znajdował się naprzeciwko sklepu.

Ciosy siekierą w głowę

Zwłoki kobiety znalazł w domu jej mąż Jan po powrocie z pracy w Krośnie kilka minut po godzinie 21. Wewnątrz nie paliło się światło. Drzwi wejściowe które były zamknięte, otworzył własnym kluczem. Kobieta leżała w kuchni na podłodze pod oknem, a obok zakrwawiony kuchenny taboret. Gdy zobaczył nie dającą oznak życia Łucję N. pobiegł do sąsiada, od którego wezwano pogotowie. Mężczyzna ściągnął z żony zakrwawiony sweter, chciał też obmyć wodą zakrwawioną twarz, jednak odradzili mu to sąsiedzi mówiąc, by poczekał do przyjazdu pogotowia i policji. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon. Biegły ustalił, że przyczyną śmierci było stłuczenie i rozdarcie mózgu. Ciosy mogły zostać zadane siekierą o ostrzu około 12 cm. Sprawca zadał ich kilkanaście zarówno częścią ostrą jak i obuchem.

Grupa operacyjna z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krośnie z prokuratorem przystąpili do oględzin. W nocy rozpoczęły się pierwsze przesłuchania świadków, w tym sąsiadów.

Gdzie była Łucja N. przed śmiercią?

Szybko ustalono, że 7 lipca około godz. 13.20 Jan N. wyjechał motorowerem do pracy w Krośnie przy ul. Lotników. Żona odprowadziła go wówczas na podwórze. Po raz ostatni żywą Łucję N. widziała mieszkanka Odrzykonia, która o godzinie 15.45 wracała z pracy w Krośnie autobusem. Wysiadła na przystanku znajdującym się w pobliżu domu N. i chwilę porozmawiała z panią Łucją.

Około godziny 17 do mieszkania 44-letniej Łucji N. przyszła jej siostrzenica. Gdy nikt nie odpowiadał na stukanie do drzwi, zaglądała przez okno, jednak nikogo w środku nie zauważyła. Nie było też niczego słychać. Było to dla niej dziwne, gdyż wcześniej umówiła się na spotkanie z ciocią. Poszła więc do babci. Gdy od niej wracała, około godz. 19, znowu zaszła na podwórze do N. Zaglądnęła przez okno, zobaczyła światło w mieszkaniu i wypływającą wodę. W tym okresie w Odrzykoniu przebudowywano linię energetyczną i 7 lipca od rana w tej części miejscowości prąd był wyłączony. Po jego włączeniu, około godz. 18 włączyła się też pompa tłocząca wodę wężem ze studni do mieszkania. Sąsiedzi zaalarmowani przez siostrzenicę Łucji N. przecięli wąż i wykręcili korki znajdujące się na ścianie na zewnątrz budynku. Jednak gospodyni nikt nie widział, nie odpowiadała też na wołanie. Po godz. 20 pod dom Jana i Łucji N. przyjechała druga siostrzenica, jednak drzwi ciągle były zamknięte. Makabrycznego odkrycia dokonał dopiero mąż, który powrócił z pracy z popołudniowej zmianie.

Kogo widzieli w Odrzykoniu?

Policjanci na ciekawy trop trafili już w drugim dniu śledztwa. Dwoje świadków składających zeznania było pewnych, że feralnego dnia przed godz. 18 widziało w Odrzykoniu mężczyznę, który teoretycznie nie powinien znajdować się w tym czasie na terenie wsi. Po kilku dniach świadkowie zmienili jednak zdanie i nie byli już pewni, że to właśnie była ta osoba.

Różne wątki. Jaki motyw?

W trakcie śledztwa sprawdzane były różne wersje. Na policję i do prokuratury trafiały anonimowe informacje sugerujące, kto może mieć związek ze zbrodnią zabójstwa. Po dokładnym sprawdzeniu nie potwierdziły się. W trakcie śledztwa wyszło na jaw, że w październiku 1987 r. dwaj zamaskowani mężczyźni napadli na Łucję N. w domu. Chcieli od gospodyni pieniędzy. Do kradzieży jednak nie doszło, ale uciekając grozili jej, by nie mówiła o tym nikomu. Przesłuchano kilka osób, w tym młodego mieszkańca Odrzykonia, którzy mogli mieć związek z tym zdarzeniem, ale trop okazał się fałszywy.

Także kierowcy PKS z Krosna, którzy tego dnia wykonywali kursy do Odrzykonia nie zauważyli nic podejrzanego.

Przesłuchani zostali też pracownicy firmy, którzy w tym czasie w Odrzykoniu przebudowywali linię energetyczną. Również i oni na nic nie zwrócili uwagi, kiedy pracowali w pobliżu domu N.
Policjanci pracujący przy tej sprawie zainteresowali się też mężczyzną, który miał mieć nie do końca uregulowane rozliczenia finansowe z małżeństwem N. Tego dnia przebywał jednak w innej części województwa krośnieńskiego. Przesłuchano również rodzinę Łucji N., która pochodziła z niewielkiej miejscowości koło Ustrzyk Dolnych oraz członków rodziny Jana N. Sprawdzono osoby, z którymi zamordowana miała kontakt w latach wcześniejszych.

Zniknął klucz, marynarka i dolary

Jak ustalono podczas śledztwa, Łucja N., gdy była sama w domu zamykała drzwi od wewnątrz i nikogo nieznajomego nie wpuszczała do środka. Miała bowiem w pamięci napad z 1987 r. Zamykając dom, zostawiała klucz w zamku lekko wysunięty, by mąż wracając z pracy, mógł otworzyć drzwi. Po zabójstwie klucza w zamku nie było, nie znaleziono go też w domu. Zniknęła także brązowa marynarka, w której miało być 670 dolarów przeznaczonych na zakup samochodu.

Rabunek czy zemsta?

Przyjęto też wersję, iż najbardziej prawdopodobny jest motyw rabunkowy zabójstwa, tym bardziej, że do napadu doszło niedługo po tym jak Łucja i Jan N. weszli w posiadanie większej sumy pieniędzy. Mieli za nie kupić używanego fiata 126 p. Informacja o przypływie gotówki szybko się rozeszła i wiedziało o tym wiele osób.

Z drugiej jednak strony podczas oględzin domu nie stwierdzono penetracji mieszkania w poszukiwaniu pieniędzy, czy innych cennych przedmiotów. Sprawca nie zabrał też leżącej na widocznym miejscu portmonetki. Nie ustalono ostatecznie, czy kradzież marynarki, w której miały być dolary była tylko przypadkiem. Nie wykluczono bowiem, że sprawca zabrał z szafy kuchni brązową marynarkę, by zatrzeć plamy krwi na swojej odzieży i ukryć pod nią narzędzie zbrodni, a jedynie przypadek zrządził, że właśnie tam znajdowały się dolary.

W grę mógł wchodzić również motyw zemsty, czy też jakiś konflikt między Łucją N. a zabójcą. Za tym z kolei, jak twierdzą specjaliści, przemawia liczba i siła zadanych ciosów. Nie wykluczono też możliwości połączenia tych dwóch motywów.

Portret psychologiczny zabójcy

Biegli psychologowie z Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa sporządzili portret psychologiczny sprawcy. Zdaniem specjalistów poziom ryzyka zabójcy był dość duży. W okolicach domu mogło przebywać stosunkowo dużo ludzi, którzy mogli się pojawić w każdej chwili i zauważyć sprawcę. W pobliżu był też sklep i przystanek autobusowy. Mógł więc zostać rozpoznany lub zapamiętany. Sprawca przynosząc z sobą narzędzie (jak ustalono z domu nie zginęło nic, co mogłoby posłużyć do zabójstwa) chciał zabić. Jak stwierdzili biegli, mordercą musiała być osoba, którą Łucja N. dobrze znała. Świadczyć o tym może rodzaj obrażeń, głównie górnych części ciała. Do zbrodni doszło też zaraz, gdy ofiara wpuściła do domu zabójcę. Psychologowie stwierdzili, że „istnieje duże prawdopodobieństwo, że zabójstwa mógł dokonać mieszkaniec Odrzykonia, bądź okolicznej miejscowości - dorosły, sprawny fizycznie mężczyzna, mający dobre rozeznanie w tym terenie”.

Czy ktoś coś wie?

W trakcie śledztwa przesłuchano wielu świadków, prowadzono czynności operacyjne, sprawdzano wątki, które pojawiały się w sprawie. Jednak nie udało się zebrać na tyle mocnych dowodów, by komukolwiek postawić zarzut zabójstwa.

Może po 27 latach znajdzie się osoba, która przypomni sobie o zabójstwie w Odrzykoniu i uzna, że posiada informacje, które mogą pomóc rozwiązać zagadkę zbrodni sprzed lat. Często zdarza się, że z pozoru błahe informacje mogą przynieść przełom w sprawie.

Informacje, także ANONIMOWO, można przekazywać pod rzeszowskie numery telefonów: 17 858 24 57; 17 858 24 09 lub 17 858 23 27. Swoje uwagi można też przekazać do portalu za pośrednictwem poczty elektronicznej: andrzej@terazkrosno.pl.