Sąd Okręgowy w Krośnie uznał, że Robert M. podczas nocnego spożywania alkoholu, zadając cztery ciosy nożem pokrzywdzonemu, działał w obronie koniecznej. Jaka była argumentacja?
Zdarzenia, które doprowadziły Roberta M. z powiatu leskiego na ławę oskarżonych Sądu Okręgowego w Krośnie rozegrały się 16 lutego 2019 r. w Lesku. Z ustaleń Prokuratury Rejonowej w Lesku wynikało, że dzień wcześniej do Leska przyjechało dwóch mężczyzn. Mieli oni wykonywać prace na jednej ze stacji paliw. Zostali zakwaterowani w mieszkaniu na terenie miasta.

Wrócił zakrwawiony do mieszkania

Późnym wieczorem jeden z nich poszedł kupić starter do telefonu. Wrócił zakrwawiony około godz. 4 nad ranem. Obudził kolegę i poprosił go, by ten zadzwonił na pogotowie. Oczekując na przyjazd karetki opowiedział, że został zaatakowany przez czterech mężczyzn. Trzech go trzymało, a czwarty zadawał mu ciosy nożem. Podobnie mówił przybyłym do szpitala policjantom, twierdząc, że stało się to w jakimś bloku na terenie miasta.
U poszkodowanego stwierdzono kilka ran kłutych i po zaopatrzeniu wypisany został ze szpitala. W trakcie pobytu na Komendzie Powiatowej Policji w Lesku, gdzie miał składać zeznania, poczuł się źle i znowu trafił do szpitala. Wyszedł z niego jednak na własne żądanie i tego samego dnia wyjechał z Leska.

Pretekstem kobieta

Policjanci ustalili, że do zranienia nożem doszło w mieszkaniu należącym do Roberta M. Znajdowały się w nim liczne plamy krwi. W trakcie rozmowy przyznał, że to on zranił mężczyznę, a pretekstem miało być jego zachowanie względem kobiety znajdującej się w mieszkaniu. Doszło do tego w kuchni w trakcie szarpaniny.
Obydwaj panowie poznali się, gdy poszkodowany po przyjeździe do Lesko wyszedł w nocy na zakupy. Został wówczas zaproszony do mieszkania Roberta M.

Jakie obrażenia?

Prokuratura Rejonowa w Lesku oskarżyła mieszkańca powiatu leskiego o trzykrotne ugodzenie nożem pokrzywdzonego co naruszyło czynności ciała na okres powyżej dni. Zdaniem prokuratury, zadając ciosy, chciał spowodować obrażenia prowadzące do powstania choroby realnie zagrażającej życiu, do której nie doszło ze względu na interwencję medyczną.

Działał w obronie koniecznej, ale...

Proces obywał się w Sadzie Okręgowym w Krośnie. Sprawa rozpatrywana była podczas trzech rozpraw. Sąd doszedł do innych wniosków niż leska prokuratura.

– Robert M. odpierając bezprawny i bezpośredni zamach ze strony pokrzywdzonego, który uderzył go pięścią w plecy i od tyłu złapał za szyję i przyduszał, w warunkach przekroczenia granic obrony koniecznej, cztery razy ugodził nożem pokrzywdzonego co naruszyło czynności ciała na okres poniżej dni 7 – stwierdził sędzia Jarosław Krysa odczytując wyrok.

Na podstawie obowiązujących przepisów, sąd odstąpił od wymierzenia kary.

atak

Na własne żądanie

Sędzia w ustnym uzasadnieniu mówił dlaczego doszło do tak daleko idących zmian, zarówno w opisie, jak i w kwalifikacji czynu. Są one wynikiem postępowania dowodowego przed Sądem Okręgowym w Krośnie. Okazało się, charakter obrażeń ciała poszkodowanego był do dni 7.

- Pierwsza opinia na to wskazywała, ale prokurator dopuścił dowód z ponownej opinii innego biegłego, który przyjął kwalifikację z aktu oskarżenia. Jednak w toku rozprawy biegły zmienił swój pogląd, przyjmując możliwość obrażeń do 7 dni. Warto też wspomnieć, że pokrzywdzony dwukrotnie na własne żądanie wyszedł ze szpitala wbrew sugestiom lekarzy i co więcej, nie zgodził się na żaden zabieg. Dalsze obrażenia są wynikiem jego niefrasobliwości i nie ma to nic wspólnego z postawą oskarżonego. Trudno go obciążać tym, że pokrzywdzony w żaden sposób nie współpracował z lekarzami. Obrażenia nie były w konsekwencji groźne. Nawet nie korzystał ze zwolnienia lekarskiego, jedynie kilka dni korzystał z leków przeciwbólowych - argumentował sędzia Jarosław Krysa.

Różne charaktery

Sąd podkreślił, że obydwu mężczyzn łączy skłonność do nadużywania alkoholu, ale jak ustalono, różnie zachowują się pod jego wpływem. Oskarżony nie był postrzegany jako osoba agresywna, co podkreślały między innymi jego znajome. Przeciwieństwem tego jest pokrzywdzony. Po alkoholu staje się agresywny, ma też inne skłonności, co przysparza mu problemów. Nie inaczej było podczas tej imprezy.

- Doszło do awantury, a pretekstem była jedna z kobiet, która wtedy tam była i oskarżony stanął w jej obronie. Oskarżony poszedł do kuchni, by zrobić kanapki do zjedzenia i wtedy został zaatakowany przez pokrzywdzonego, który uderzył go pięścią w plecy i zaczął przyduszać. Wtedy Robert M. obrócił i zadał uderzenia nożem - mówił sędzia Krysa.

Sąd przyjął, że w tym przypadku doszło do obrony koniecznej, ale zostały przekroczone jej granice.

- Wystarczyło odepchnąć atakującego, a nie uderzać go kilka razy nożem - dodał sędzia.

Będzie apelacja?

Zarówno poszkodowanego jak i oskarżonego nie było na ogłoszeniu wyroku. Roberta M. przed sądem reprezentowała adwokat Katarzyna Pietruszka.
Wyrok nie jest prawomocny. Stronom przysługuje odwołanie do sądu apelacyjnego.
Udostępnij ten artykuł znajomym: