Przez blisko godzinę Sąd Okręgowy w Krośnie uzasadniał, dlaczego został wydany taki, a nie inny wyrok po śmiertelnym wypadku 5 grudnia 2018 r. w Milczy.
5 grudnia 2018 r. Dawid M. i Piotr B. spotkali się we Wróbliku Królewskim. Wcześniej Dawid M. kupił w sklepie 2 piwa. Również Piotr B. miał z sobą 2 piwa.

Spotkanie na parkingu

Pojechali na parking we Wróbliku Królewskim, gdzie wypili po jednym piwie. W międzyczasie skontaktowali się z kolegą, po którego podjechali i zabrali go spod domu. Wrócili na parking, gdzie obydwaj oskarżeni znowu wypili po jednym piwie. Po chwili odwieźli kolegę, a sami, jak wynika z wyjaśnień Piotra B., wrócili jeszcze chwilkę na parking. W tym czasie po Piotra B. zadzwoniła mama z pretensjami, że go jeszcze nie ma w domu. Chciał wrócić na piechotę, bo mama nie mogła przyjechać po niego, ale podwiezienie do domu zaproponował Dawid M.

Oślepiony potrącił pieszą

Z monitoringu na sklepie na skrzyżowaniu w Milczy wynika, że byli tam wtedy o godz. 22.24. Niecałą minutę wcześniej przejeżdżał tamtędy bus. Chwilę później na przystanku wysiadła z niego, wracająca z pracy Zofia K., która poszła prawą stroną w kierunku domu. W tym czasie z naprzeciwka nadjechał samochód, który oślepił oskarżonego.

- Dawid M. nie obserwując należycie drogi, widząc, że z naprzeciwka jedzie pojazd, który używa mocnych świateł, zjechał na pobocze i wtedy doszło do potrącenia Zofii K. Została ona uderzona prawym przodem samochodu, następnie odrzucona do rowu wbiła się w przepust. Oskarżeni zorientowali się, że musieli uderzyć w człowieka. Piotr B. nawet powiedział, że widzi włosy na szybie z prawej strony. Jednak kierowca samochodu nie zatrzymał, a jedynie zwolnił i pojechał dalej w kierunku kościoła - mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Janusz Szarek.

Zacierane ślady

Przed przejazdem kolejowym Dawid M. nawrócił na parkingu przed kościołem i wrócił drogą, gdzie miało dojść do potrącenia. Jednak patrząc w światłach zarówno kierowca, jak i Piotr B. nie zobaczyli potraconej kobiety. Postanowili pojechać na żwirowisko w Milczy. Na drodze prowadzącej na to żwirowisko zaczęli oglądać samochód. Okazało się, że z prawej strony, na przedniej części były ślady krwi oraz włosy. Samochód miał też uszkodzenia świadczące o potrąceniu, brakowało też urwanego lusterka. Dawid M. wziął z bagażnika płyn do spryskiwaczy i zaczął nim polewać krew. Piotr B. ściągnął getry, które miał pod spodniami i wycierał nimi krew z samochodu.

- Wtedy mieli pewność tego, że potrącili człowieka. Nie podjęli jednak żadnych czynności, by ratować potrąconą osobę, czy zawiadomić odpowiednie służby. Nie zadali sobie trudu by sprawdzić, co się faktycznie stało, nie szukali potrąconej kobiety - argumentował sędzia Janusz Szarek.

Wyrok w sądzie w Krośnie

Byli na miejscu z powrotem

Dawid M. odwiózł Piotra B. do domu i sam pojechał też w kierunku swojego domu. Z zeznań dwóch świadków wynika, że mógł wracać drogą, gdzie doszło do potrącenia, ale nie zatrzymał się. Zdaniem sądu, również Piotr B. pojechał rowerem, sprawdzić na miejsce, co się stało, ale albo nic nie zauważył, albo nie patrzył w to miejsce, gdzie znajdowała się pokrzywdzona. Wynika to z korespondencji sms.owej między oskarżonymi.

Nie mieli kontaktu z Zofią K.

Prokurator zarzut zabójstwa obydwu oskarżonym postawił na podstawie opinii biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych i biegłego lekarza sądowego, który wykonywał sekcję zwłok. Pierwszy z biegłych stwierdził, że znalezienie się kobiety w tym przepuście bezpośrednio po uderzeniu przez samochód jest "znikomo mało prawdopodobne, ale jednak prawdopodobne". Nie można więc wykluczyć, że tak było.

- Sąd przeprowadził w tej sprawie wiele opinii. Zarówno opinia fizykochemiczna, opinia z badań DNA w ogóle nie dały podstawy do przyjęcia, że oskarżeni mieli kontakt z Zofią K. Nie było żadnych śladów, które wskazywałyby, że Dawid M. i Piotr B. po zdarzeniu przeciągali kobietę. Gdyby było inaczej, jakieś elementy musiałyby pozostać. Również, gdyby kobieta była przeciągana do przepustu, to pozostałyby na dnie rowu ślady krwi. Z opinii biegłego lekarza wynika, że doszło do krwawienia z prawego ucha i jeśliby leżała w rowie, to po kilku minutach musiałoby dojść do wypływu tej krwi i postawienia śladów. Zarówno oględziny, jak i materiały fotograficzne oraz zeznania świadków w żaden sposób nie wskazują na żadne takie ślady - mówił sedzia Janusz Szarek.

W pobliżu pozostało też na miejscu lusterko, które sprawcy na pewno widzieliby i zabrali, gdyby byli na miejscu i próbowali ukryć kobietę.

Torebka kobiety

Sąd zabezpieczył też w sprawie torebkę kobiety, która była już wcześniej zabezpieczona, ale w trakcie postępowania przygotowawczego została zwrócona rodzinie Zofii K.

- Było to błędem, gdyż mogły się tam jeszcze znajdować ewentualnie ślady nadające się do identyfikacji. Powtórne zbadanie przez biegłych wykazało, że nie ma śladów, które udałoby się zidentyfikować po tak długim czasie. Torebka leżała blisko pokrzywdzonej. Jednak zdaniem sądu nie jest tak, jak to twierdzili niektórzy świadkowie, że leżała w sposób nienaturalny, tak jakby ją miał ktoś tam postawić - dodał sędzia.

Wyrok w sądzie w Krośnie

Znikome szanse

Wszystko wskazuje, że to co według biegłych jest znikomo mało prawdopodobne, mogło się faktycznie zdarzyć. Ponadto zdaniem biegłego lekarza, kobieta miała znikome szanse na przeżycie. Nawet gdyby na miejscu zdarzenia bardzo szybko jakimś szczęśliwym zbiegiem okoliczności znalazł się lekarz, to bez odpowiednich leków i urządzeń, akcja reanimacyjna nie miałaby szans na powodzenie.

Bez ustaleń

Biegły z zakresu informatyki śledczej nie był stanie ustalić, w jaki sposób przed i po zdarzeniu poruszali się oskarżeni. Także dane ze stacji BTS, które sąd zabezpieczył dzień przed zakończeniem rocznego okresu przechowywania danych, nie dały odpowiedzi na to pytanie. Wszystko działo się na zbyt małym terenie.

Będą apelacje

Wyrok nie jest prawomocny. Strony mogą go zaskarżyć do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie. Złożenie apelacji po analizie pisemnego uzasadnienia wyroku zapowiedziała już prokuratura. Poinformowała o tym prokurator rejonowy w Krośnie Iwona Czerwonka-Rogoś. Także obrońca oskarżonego Dawida M., adwokat Hubert Sochacki zapowiedział apelację, podobnie jak adwokat Grzegorz Szklarski, reprezentujący jednego z synów zmarłej kobiety. Z kolei adwokat Konrad Moskal broniący Piotra B. stwierdził, że ostateczna decyzja zostanie podjęta po analizie pisemnego uzasadnienia.