45-letni mieszkaniec gminy Iwonicz-Zdrój zastrzelił się w domu. Śledztwo w sprawie dramatycznych wydarzeń z 6 października ub. roku w Lubatówce, nadzorowała Prokuratura Rejonowa w Krośnie.
6 października 2020 r. policjanci z komisariatu w Iwoniczu-Zdroju zostali wezwani na interwencję domową do Lubatówki. Ze zgłoszenia wynikało, że awanturę wszczął nietrzeźwy 45-letni mężczyzna. Policjanci weszli do mieszkania i wtedy doszło do tragedii. 45-latek, który był w salonie i trzymał w ręce długą broń, nacisnął spust i oddał strzał do siebie.

- Z ustaleń wynika, że cała sytuacja był bardzo dynamiczna i nie dała możliwości podjęcia jakiejkolwiek interwencji przez policjantów, wobec awanturującego się wcześniej mężczyzny. W chwili, gdy oddał strzał, funkcjonariusze znajdowali się przed wejściem do salonu, w przedpokoju - mówi Iwona Czerwonka-Rogoś, prokurator rejonowy w Krośnie.

Strzał okazał się śmiertelny, nie było szans na uratowanie mężczyzny. Przybyły na miejsce lekarz mógł stwierdzić tylko zgon.

W czasie, gdy doszło do tragedii w domu było troje dzieci 45-latka oraz dorosła kobieta. Na szczęście, żadna z tych osób nie ucierpiała. Żona zmarłego mężczyzny była wówczas w pracy. Ofiara była znana policji, wcześniej dochodziło w tym domu do interwencji, mężczyzna był też karany.

Tragiczny strzał w Lubatówce

Oprócz broni, z której padł samobójczy strzał, policjanci w trakcie przeszukania, w plecaku, który znajdował się w garażu, znaleźli jeszcze 16 sztuk nabojów różnego kalibru.

Śledztwo w sprawie samobójstwa 45-letniego mieszkańca gminy Iwonicz-Zdrój, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Krośnie, prowadziła Komenda Miejska Policji w Krośnie.

Oględziny zabezpieczonej broni, z której śmiertelnie postrzelił się 45-letni mężczyzna, przeprowadził biegły z zakresu techniki uzbrojenia klasycznego. Okazało się, że był to karabin mauser, kaliber 7,92 mm pochodzący z II wojny światowej. Według biegłego, karabin został zmodernizowany do celów myśliwskich. Między innymi na komorze zamkowej zamontowana została luneta optyczna, a niektóre części poddane zostały obróbce szlifierskiej. Do osady został przymocowany brezentowy pas. Nie było widocznych oznaczeń mogących zidentyfikować jednostkę broni. Na jej posiadanie potrzebne jest w Polsce zezwolenie.

- Nikt z domowników nie wiedział, skąd 45-letni mężczyzna miał broń oraz amunicję do niej - dodała prokurator Iwona Czerwonka-Rogoś.

Po przesłuchaniu świadków i zasięgnięciu opinii biegłych, śledztwo w sprawie tragicznych wydarzeń w Lubatówce zostało umorzone.