Sąd Okręgowy w Krośnie nie miał wątpliwości, że to Janusz G. z Jasła brutalnie zamordował swoją byłą żonę. 26 marca mężczyzna został skazany na 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo Haliny G.
Sprawa tajemniczego zniknięcia 52-letniej Haliny G., które miało miejsce blisko sześć lat temu, w nocy z 5 na 6 sierpnia 2014 r. była jedną z trudniejszych, z jaką przyszło się zmierzyć Sądowi Okręgowemu w Krośnie.

Z jednej strony Prokuratura Okręgowa w Krośnie, która oskarżyła Janusza G. o najcięższą zbrodnię, czyli zabójstwo, a z drugiej brak ciała kobiety i sam oskarżony, który od samego początku nie przyznawał się do winy, twierdząc, że ze zniknięciem byłej żony nie miał nic wspólnego. Proces miał charakter typowo poszlakowy.

Z epidemią w tle

Proces rozpoczął się na początku marca 2018 r. Gdy zbliżał się już ku końcowi, musiał się rozpocząć od nowa ze względu na śmierć jednej z ławniczek. Po raz drugi prokurator Beata Piotrowicz z Prokuratury Okręgowej w Krośnie odczytała akt oskarżenia 26 listopada 2018 r. Przed ogłoszeniem wyroku w ponownym procesie odbyło się 8 rozpraw. Wyrok w niecodziennych okolicznościach zapadł 26 marca br. w samo południe. Ze względu na epidemię koronawirusa na jego ogłoszeniu na sali sądowej nie mogło być ani publiczności, ani dziennikarzy. Był jedynie skład orzekający, czyli dwóch sędziów zawodowych i troje ławników, prokurator, pełnomocnik rodziny Haliny G. i obrońca oskarżonego. Nie stawił się natomiast sam oskarżony, choć we wszystkich wcześniejszych rozprawach uczestniczył.

Winny zbrodni zabójstwa

Sąd Okręgowy w Krośnie uznał, że Janusz G. zabił swoją byłą żonę Halinę i skazał go za to na 25 lat pozbawienia wolności.

- Uznaję oskarżonego Janusza G. za winnego tego, że 5 sierpnia 2014 r., w Jaśle działając w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia swojej byłej żony Haliny G. i nie stosując się do orzeczonego wyrokiem Sądu Rejonowego w Jaśle zakazu zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 50 metrów, wszedł do jej domu przy ulicy 17. Stycznia w Jaśle i zaatakował pokrzywdzoną, zadając jej co najmniej dwa uderzenia nieustalonym przedmiotem, powodujące krwawienie z powstałych ran i obezwładnienie pokrzywdzonej. Następnie opuścił miejsce zdarzenia i udał się po pozostawiony w Jaśle w okolicach ulicy 17. Stycznia swój samochód dostawczy Ford Transit, a po przyjeździe nim pod dom pokrzywdzonej umieścił kobietę w części ładunkowej samochodu i zadał jej co najmniej jedno uderzenie nieustalonym przedmiotem, skutkujące rozbryzgami krwi z rany. Pokrzywdzona w wyniku jego działań doznała obrażeń ciała skutkujących jej zgonem, a następnie wywiózł ciało pokrzywdzonej i ukrył je w nieustalonym miejscu - powiedział sędzia Wiesław Ruszała, odczytując wyrok.

Sąd orzekł również wobec Janusza G. pozbawienie praw publicznych na okres 10 lat.

Sąd zdecydował też o tymczasowym aresztowaniu Janusza G. na 3 miesiące. Mężczyzna został zatrzymany przez policję i trafił już do Zakładu Karnego.

Na pewno nie żyje

Przy zarzucie zabójstwa, pierwszym pytaniem, na które sąd musiał w tej sprawie odpowiedzieć, to fakt, czy faktycznie mamy do czynienia ze śmiercią Haliny G. I sąd odpowiedział na nie twierdząco.

- Od zdarzenia mija już blisko 6 lat i od tamtego czasu nie pojawił się żaden, nawet najmniejszy ślad, że kobieta żyje. Warto wiedzieć, że w tamtym okresie, czyli latem 2014 r. miała uregulowaną sytuację życiową, miała partnera, z którym wspólnie spędzała czas, wybudował dla niej dom w miejscowości Wapienne. Miała też uregulowaną sytuację z Januszem G., gdyż od 2008 r. byli już po rozwodzie - tłumaczy sędzia Artur Lipiński, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Krośnie.

Krytycznego dnia kilkakrotnie rozmawiała ze swoim partnerem, była w pracy, rozmawiała też z innymi osobami i nic nie wskazywało, żeby miała zamiar nagle zmienić swój sposób życia.

Jednak nagle zniknęła. - Konfrontując jej nagłe zniknięcie z faktem, że jej krew znaleziono w kilku miejscach w mieszkaniu przy ul. 17 Stycznia w Jaśle, w tym na podłodze, pod uszczelką, na drzwiach, na donicy znajdującej się w ganku, a także w części ładunkowej samochodu dostawczego należącego do jej byłego męża oraz na stacyjce i na klamce wewnętrznej drzwi od strony kierowcy, to wszystko przekonuje za tym, że Halina G. nie żyje - mówi Artur Lipiński.

Sam oskarżony podkreślał, że nikt inny, poza nim samochodem nie jeździł, a już na pewno nie jego była żona. Zdaniem sądu, ślady krwi Haliny G. na klamce i na stacyjce przeniósł tam oskarżony po dokonaniu zabójstwa.

Miał motyw, by zabić

Według sądu, jedynie Janusz G. miał motyw, by zabić swoją byłą żonę. Wcześniej był karany za znęcanie się nad nią. Był też orzeczony rozwód z winy oskarżonego. Z kolei 18 lipca 2012 r. Sąd Rejonowy w Jaśle skazał Janusza G. za groźby pozbawienia życia Haliny G. a także za uszkodzenie ciała. Mężczyzna zaatakował wówczas swoją byłą żonę nożem. Na szczęście udało się jej uciec i nie doznała poważniejszych obrażeń.

- Ma to ważne znaczenie, gdyż stało się to 2 dni przed jedną z kluczowych rozpraw cywilnych między byłymi małżonkami. A w roku 2014, na 7 sierpnia została zaplanowana również rozprawa w jasielskim sądzie z wniosku Haliny G. o podział majątku wspólnego dotyczącego punktu skupu złomu przy ul. Floriańskiej. Jeden ze świadków zeznał przed sądem, że Janusz G. traktował to jak swoje królestwo - opowiada rzecznik prasowy krośnieńskiego Sądu Okręgowego.

Widziany na działkach?

Jak ustalił sąd, Janusz G. do dokonania zbrodni przygotował się bardzo dokładnie. Analiza zapisów nagrań z różnych monitoringów w Jaśle wskazuje, że Janusz G. wyjechał fordem transitem ze swojego punktu skupu złomu przy ul. Floriańskiej o godz. 19:57.

Samochód zaparkował w okolicy ogródków działkowych od strony rzeki Wisłoki. Poszedł na ogródki, gdzie postać przypominającą Janusza G., między innymi po chodzie i sylwetce, zauważył jeden z mieszkańców Jasła będący wówczas z żoną na swojej działce. Było to niedaleko domu Haliny G. przy ul. 17 Stycznia.

Kobieta ostatni telefon do swojego partnera wykonała o godz. 21:18 Młodszego syna pokrzywdzonej nie było już wówczas w domu, gdyż udał się na spotkanie ze swoimi znajomymi.

Sąd Okręgowy w Krośnie
Sąd Okręgowy w Krośnie uznał, że oskarżony o zabójstwo swojej byłej żony zasługuje na surową karę

Dwa ciosy w domu

Zdaniem sądu, do ataku na kobietę doszło po zakończeniu rozmowy telefonicznej z ówczesnym partnerem pokrzywdzonej, która to rozmowa rozpoczęła się o godz. 21:18 i trwała kilka minut. Atak miał bardzo dynamiczny charakter. Do jednego uderzenia doszło w przedpokoju znajdującym się zaraz po wejściu do domu, a do drugiego w następnym pomieszczeniu, które można określić jako drugi przedpokój. Świadczy o tym charakter zabezpieczonych śladów krwi, w tym na drzwiach między tymi pomieszczeniami, które musiały powstać, jak drzwi do drugiego przedpokoju były zamknięte. Pokrzywdzona otrzymała uderzenia nieustalonym narzędziem.

Później oskarżony poszedł po samochód, podjechał pod dom ofiary. O godzinie 22:09 samochód oskarżonego był widziany (zarejestrowany przez monitoring) jak jechał w kierunku domu pokrzywdzonej. Janusz G. kobietę wrzucił do auta i pojechał w kierunku ul. Floriańskiej. O godz. 22:23 był widziany (znowu zarejestrowany na monitoringu), jak udaje się do swojego punktu złomu.

Aktywna noc Janusza G.

Sąd przyjął wersję, że Halina G. będąc już w samochodzie otrzymała kolejne uderzenie. Świadczą o tym zabezpieczone ślady krwi, w tym tzw. rozbryzgowe, które nie mogły powstać, gdyby leżała nieruchomo.

- Prokuratura przyjęła, że ciosy zostały zadane nożem. Zdaniem sądu, po charakterze zabezpieczonych śladów krwawych, nie da się ustalić jednoznacznie jakie to było narzędzie - dodaje sędzia Lipiński.

O winie Janusza G. świadczy też jego nadzwyczajna aktywność tej nocy, co widać na zapisach z monitoringu. Wychodził, wyjeżdżał rowerem oraz wracał na punkt skupu złomu od północy do około 6 rano.

Ponadto od godzin popołudniowych 5 sierpnia do godzin porannych dnia następnego miał wyłączony telefon. Aparat nie logował się w żadnej stacji BTS.

Bez okoliczności łagodzących

- Kara 25 lat pozbawienia wolności, jest wyjątkowa w Kodeksie karnym i na nią oskarżony jak najbardziej zasługuje. Janusz G. był już wcześniej karany i ofiarą była jego była żona. Złamał też zakaz zbliżania się do niej, jaki otrzymał w wyroku z 2012 r. Istotny był też bezpośredni zamiar dokonania tego zabójstwa oraz motywy, jako skłoniły go do tego czynu. Była to zemsta na byłej żonie, że wniosła sprawę o podział majątku, a zbrodnię dokładnie zaplanował i z wyrachowaniem zrealizował. Sąd nie znalazł natomiast żadnych okoliczności łagodzących dla oskarżonego - podkreśla sędzia Artur Lipiński.

Jak dodał sędzia, sąd nie uznał za wiarygodne zeznania świadków, "kolegów" z celi, którzy przebywali z Januszem G. razem w celi, gdy ten był tymczasowo aresztowany. Wszyscy co innego zeznawali w trakcie śledztwa, a co innego podczas rozpraw w sądzie.

Wyrok, który zapadł niejednomyślnie, gdyż jeden z ławników złożył zdanie odrębne, nie jest prawomocny. Stronom przysługuje złożenie apelacji do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie.