W Sądzie Rejonowym w Krośnie rozpoczął się proces 68-letniej mieszkanki gminy Krościenko Wyżne. Prokuratura Rejonowa w Krośnie postawiła kobiecie zarzuty związane ze znęcaniem się nad zwierzętami.
Sprawa, która zaprowadziła 68-letnią mieszkankę gminy Krościenko Wyżne na ławę oskarżonych Sądu Rejonowego w Krośnie miała swój początek 8 września ubiegłego roku. Wówczas to kobieta jadąca ulicą Południową w Krościenku Wyżnym zauważyła jadący przed nią samochód osobowy ciągnący za sobą psa na smyczy, która była przymocowana do haka holowniczego. Seatem kierowała 67-letnia wówczas mieszkanka gminy Krościenko Wyżne. 11-letni pies rasy syberian husky trafił pod opiekę weterynarza, a po kilku dniach został odebrany kobiecie przez inspektorki z krośnieńskiego OTOZ "Animals", które przyjechały na posesję kobiety w asyście policji.

Dochodzenie, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Krośnie, prowadzone przez Komendę Miejską Policji w Krośnie, zakończyło się postawieniem zarzutów 68-letniej kobiecie i skierowaniem do sądu aktu oskarżenia.

Prokurator odczytuje akt oskarżenia

Proces mieszkanki gminy Krościenko Wyżne rozpoczął się dzisiaj (29 lipca) w Sądzie Rejonowym w Krośnie. W charakterze oskarżyciela posiłkowego występuje OTOZ "Animals" z Krosna.

Zarzuty z aktu oskarżenia odczytała prokurator Patrycja Trznadel.

Z ustaleń prokuratury wynika, że kobieta od lipca do 11 września 2021 roku w Krościenku Wyżnym w okresie sprawowania opieki znęcała się nad około jednorocznym owczarkiem podhalańskim w ten sposób, że utrzymywała psa w niewłaściwych warunkach, w stanie rażącego zaniedbania i niechlujstwa. Pies był trzymany na łańcuchu o długości 430 centymetrów i palu o długości 76 centymetrów, w błocie. W zasięgu łańcucha znajdowały się złej jakości, nieocieplone budy. Pies był czasowo przetrzymywany w klatce metalowo-drewnianej, która uniemożliwiała mu zachowanie naturalnej pozycji.

Owczarek był też między innymi wychudzony, miał brak możliwości pobierania pokarmu, pozbawiony wody zdatnej do picia. Oskarżona nie zapewniła także zwierzęciu opieki weterynaryjnej. Według prokuratury kobieta świadomie zadawała psu ból i cierpienie.

Drugi zarzut dotyczy znęcania się nad 11-letnią suczką rasy syberian husky. 68-latka nie zapewniła zwierzęciu właściwej opieki weterynaryjnej, doprowadzając do powstania chorób. Pies był też narażony na agresję, gdyż w jamie opłucnej oraz w warstwie podskórnej brzucha miał dwa śruty z wiatrówki. Nie był również odrobaczany.

Ponadto 8 września 2021 r. kobieta ciągnęła psa samochodem osobowym na długości jednego kilometra za pomocą smyczy o długości 117 centymetrów, która była zaczepiona o hak holowniczy auta. Pies początkowo biegł za samochodem, a potem z uwagi na prędkość auta i brak siły, ciągnięty był na brzuchu. Zwierzę doznało licznych obrażeń. Postępowanie oskarżonej naraziło psa na ogromny ból oraz stres psychiczny i fizyczny. Według prokuratury, było to znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem.

Trzeci zarzut to niestosowanie się do orzeczonego przez Sąd Rejonowy w Krośnie wyroku dotyczącego zakazu posiadania wszelakich zwierząt. 1 września 2021 r. została skazana na karę 1 roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres próby 3 lat oraz orzeczono wobec niej zakaz posiadania wszelkich zwierząt na okres 15 lat. Wyrok stał się prawomocny 9 września. Jednak mimo ciążącego na niej zakazu, sprawowała opiekę nad dwoma psami, około 3-letnią kotką i 50 kurami.

Po odczytaniu zarzutów, kobieta nie przyznała się do ich popełnienia, ale zgodziła się odpowiadać na pytania stron.

Na początku stwierdziła, że zarówno owczarek podhalański, jak i syberian hysky nie są jej psami, a należą jej dwóch synów. Ona, wraz z mężem, tylko miała się nimi opiekować, jak synowie przebywali za granicą w pracy.

- Syberiana hysky, który był w domu brałam na spacery, zawoziłam samochodem w pole, żeby sobie hasał - stwierdziła oskarżona.

Z kolei owczarek podhalański był trzymany na działce w polach, przy budynku gospodarczym.

- Był uwiązany na łańcuchu przymocowanym do pala, miał też dwie budy i blisko drzewa, które mogły dawać cień. Jak synowie wyjechali za granicę do pracy, to my z mężem mieliśmy się również opiekować tym psem. Mieliśmy mu dawać jeść i spuszczać z łańcucha, żeby sobie pohasał - stwierdziła między innymi 68-letniego kobieta.

Dodała też, że chodziła tam dwa razy w ciągu dnia. Gdy pracowała na grządkach, czy przy zwierzętach, które znajdowały się w budynku, to pies sobie biegał po polach.

- Pies był karmiony, także i suchą karmą dla psa. Miał dwa razy dziennie zmienianą wodę w wiaderku, zakopanym w dołku - dodała oskarżona.

W trakcie wcześniejszych przesłuchań zaprzeczyła, że trzymała owczarka w klatce.

- Bardzo kocham zwierzęta i zawsze im pomagam, są one dla mnie całym życiem, jak członkowie mojej rodziny - opowiadała mieszkanka gminy Krościenko Wyżne.

Stwierdziła też, że całe życie opiekowała się zwierzętami i było dobrze, a teraz jest cały czas gnębiona przez OTOZ "Animals".

- Ja nie mam do siebie żadnych zastrzeżeń, abym w jakikolwiek znęcała się nad zwierzętami. Dlatego zarzuty, jakie zostały mi przedstawione są bezpodstawne i bezzasadne - mówiła 68-letnia kobieta.

Kobieta na ławie oskarżonych

Przedstawiła też swoją wersję wydarzeń, które rozegrały się 8 września 2021 roku. Wyjaśniła, że tego dnia miała jechać samochodem na zakupy do Krosna. Przed wyjazdem poszła jeszcze wynieść do drogi worek z śmieciami. Jak wróciła, wsiadła do samochodu i pojechała ulicą Południową w kierunku Krosna.

- Nie wiedziałam, że mąż, jak ja poszłam ze śmieciami, wyszedł w tym czasie z domu z psem na smyczy. Zapomniał jednak telefonu, bo ktoś miał dzwonić do niego. Wrócił się, a smycz, na której był pies, zahaczył o hak holowniczy. Ja tego nie widziałam, ani też psa zaczepionego o hak. Wsiadłam do samochodu i pojechałam - mówiła oskarżona w sądzie.

Zatrzymała samochód na przystanku, po przejechaniu około 1 kilometra, na skrzyżowaniu ul. Południowej z ul. Mostową, gdy jadący za nią inni kierowcy zaczęli trąbić. Wysiadła z pojazdu i wtedy zobaczyła psa zaczepionego do haka.

- Pies stał na łapach za samochodem, miał trochę otarte opuszki na łapach. Odczepiłam go, sam wskoczył do samochodu, był spokojny. Wróciłam z nim do domu, zabrałam książeczkę psa i pojechałam do weterynarza do Krosna. Tam otrzymał zastrzyki, zawinięto mu łapy i wróciłam z nim do domu. Przez trzy dni jeździłam do kontroli, normalnie chodził, jadł. 11 września został odebrany przez panie z OTOZ "Animals". Zabrały również owczarka podhalańskiego - wyjaśniła 68-letnia kobieta.

Potwierdziła, że faktycznie miała zakaz sprawowania opieki nad zwierzętami.

- Ale co miałam z nimi zrobić, jak synowie wyjechali za granicę? Nie mam sumienia wziąć, wywieźć i wyrzucić. Pies, który był trzymany na łańcuchu w polu odstraszał dzikie zwierzęta, które podchodziły i niszczyły ziemniaki, jarzyny - powiedziała.

Kolejną rozprawę zaplanowano we wrześniu br. Oskarżona ma dalej odpowiadać na pytania swojego obrońcy, mają zostać również przesłuchani pierwsi świadkowie.

~cyNICK

01-08-2022 18:30 3 2

Zbierali dowody, czy czekają aż się pies ,,wyliże'', że tak powiem i stawi jako świadek?. Mogli jeszcze z rok poczekać z rozpoczęciem rozprawy, nie ma pośpiechu ,,sąd nie rychliwy ale (może) sprawiedliwy''.
Odpowiedz

~Woj1

01-08-2022 15:50 4 3

Roschełstane togi, zmierzwione żaboty. Kultura, nie ma co... Dobrze, że chociaż sąd w zapiętej.
Odpowiedz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. terazKrosno.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.